Zdecydowana większość ludzi woli oglądać dziś filmy wideo, dlatego pisanie na blogu nie ma najmniejszego sensu. Tym zdaniem właściwie można by zakończyć wywód, odłączyć klawiaturę od komputera i zacząć ćwiczyć prezencję przed obiektywem. Rzecz w tym, że nie do końca. Ludzie blogują i vlogują, i skaczą po jeszcze innych kanałach, a obecność słowa pisanego w sieci wydaje się nie mieć końca. O co więc chodzi?

 

W blasku reflektorów…

Vlogi, filmy publikowane za pośrednictwem serwisu YouTube, udostępniane potem w innych kanałach social media są fajne. Nie od dziś wiadomo, że 1 obraz wart jest tyle, co 1000 słów, a 1 film tyle, co 1000 obrazów. Kiedy odkryjemy, że 1 film jest wart tyle, co 1 milion słów, nie zostaje nam nic innego, jak rozstawić dobrej jakości kamery (nie, zwykła kamerka z laptopa może nie dać rady), mikrofony oraz lampy (tak, dobry film potrzebuje dodatkowego doświetlenia) i zacząć przygodę z vlogowaniem.

W obecności kamery czujemy się prześwietnie. Mamy osobowość, odwagę, nienaganną dykcję i całkiem niezłą prezencję, a ekstrawersja to nasze drugie imię. A zatem kamera, akcja! Gadamy do kamery, aż osiągniemy upragniony efekt. Tak nagrywanie 5-minutowego filmiku trwa już 2, 5, a może 8 godzin? Mamy to! Oglądamy! I co? Wszystko idealnie i perfekcyjnie? A może coś zgrzyta? Wykryliśmy choćby najmniejszy, ale widoczny (słyszalny?) błąd i za wszelką cenę chcemy go poprawić? No to nagrywamy od początku.

…i w bladym świetle monitora

Bloger w tym czasie udaje się do konkretnego akapitu wpisu na swoim blogu i z łatwością poprawia literówki, interpunkcję czy błędy logiczne. Do dyspozycji ma komputer bądź tablet i podłączenie do internetu. Sam wpis tworzy w dowolny sposób i dowolnie długo. Stworzony tekst czyta dowolną ilość razy, aż otrzyma satysfakcjonujący efekt końcowy. Rzecz jasna wymagający bloger może spędzić nad przygotowaniem jednego posta nie mniej czasu niż vloger przy nagrywaniu filmu. Nie dość, że aby zaistnieć w sieci powinien umieć pisać (i to z pasją!), to jeszcze wymaga się od niego dobrej znajomości SEO. Umiejętne stosowanie słów kluczowych, meta tagów czy dodawanie odpowiednich opisów przynosi obfite plony. Tu nareszcie objawia się magiczna siła tekstu na blogu. Otóż internauci poszukujący informacji w sieci, wpisują poszczególne słowa czy nawet zdania do wyszukiwarek, a te kierują ich na strony tekstowe (w tym w dużej mierze blogi). Ale uwaga!  Wyszukiwarka zdecydowanie preferuje regularnie aktualizujące się strony, co każdemu blogerowi powinno dać do myślenia.

Niestety wyszukiwarki nie są po stronie vlogerów. O wiele trudniej jest im wyszukać informacje w filmie. Również przeciętny użytkownik chętniej przewija zwykły tekst w poszukiwaniu informacji niż sam film. Poza tym do przerwanej w połowie lektury tekstu zawsze łatwiej powrócić niż do przerwanego w połowie filmu. Tak samo z resztą jest z tworzeniem posta – pisać można na raty, film lepiej gdy stanowi zwartą całość.

A co z resztą?

A co z innymi kanałami? Czy blogowanie nie ugina się już pod ciężarem Instagrama albo Snapchata? O dziwo nie, prawdopodobnie właśnie dzięki mocy informacyjnej jaką posiada jedynie blog. Warto przy tym dodać, że zarówno internauci, jak i wyszukiwarki cenią sobie obszerne wpisy i chętniej je wyszukują. Do tego tylko blog (ale też vlog) daje możliwość merytorycznej dyskusji w formie komentarzy pod postem. Informacyjność w połączeniu z możliwością konstruktywnej dyskusji to źródło potęgi blogów, które są aktualnie drugim najpopularniejszym źródłem wiedzy o produktach i usługach.

Czy blogowanie w erze YouTube’a, Instagrama czy Snapchata ma sens? Oczywiście, że ma. I choć w zestawieniu „blog VS vlog” nie ma jednoznacznego zwycięzcy, to sporo zależy tutaj od samego usposobienia twórców treści oraz od oczekiwań samych odbiorców. Stąd rada – róbmy to, w czym czujemy się dobrze zarówno jako twórcy, jak i odbiorcy.

Podsumowując, zarówno współpraca z blogerami, jak też współpraca z vlogerami może przynieść spore korzyści obu stronom. Mimo dużych różnic między tymi mediami możliwe jest zarówno zarabianie na blogu, jak i na vlogu. Każdy kanał ma swoje ograniczenia, jak i swoistą potęgę. A zatem co się tak naprawdę liczy? Powiedzmy sobie dyskretnie, ale wprost – liczą się pomysł i systematyczność i tego się trzymajmy.